3 cze 2009

,,Życie to sztuka wyboru''

fot. A.M. Wierzba

Miało być o podróżach, bo już za nimi tęsknie, ale będzie o wyborach. Tych ważnych i nie ważnych.
,,Życie to sztuka wyboru", paradoksalne, nie cytuje wielkiego myśliciela. Tak kiedyś reklamowały się lody Magnum. Swoją drogą, dobre lody i dobry claim.
Wybieramy ciągle, raz kasza, raz ziemniaki, raz brunetka, raz blondynka. Raz wybiera się łatwo, a raz trudno. Czasem wybiera się na trzeźwo, a czasem na kacu. Są wybory łatwe, sukienka, czerwona czy czarna i trudniejsze, z kim gdzie i co. Od tych trudnych wyborów najchętniej się ucieka. W szkole nie uczą jak wybierać, a pole wyborów człowieka jest praktycznie nieograniczone, choć ezoterycznie zorientowani uważają, że zdeterminowane.
Nikt nie dał mapy wyborów i nie ma szansy wybierać dwa razy to samo, no chyba że w filmie Kieślowskiego: ,,Przypadek“. W wyborach jesteśmy sami, choć doradzają nam prawnicy, psychologowie, lekarze. Pozornie asekurują nasze decyzje, ale nie dają gwarancji. Żaden z nich odszkodowania nie wypłaci za rozpad związku, umoczony business, niezrealizowane marzenia.
W życiowych wyborach pomagają mistrzowie, uczą ciszy. W wewnętrznej ciszy i skupieniu, wybieramy prawdziwie, my, a nie inni za nas.

27 maj 2009

Mała Rumunia w Krakowie

fot. Krzysztof Miller

Za co lubię Kraków, chyba nie za Wawel i pijanych Angoli. Nawet nie za pseudo artystowskie klimaty, bo te prawdziwe, szybko toną w barach.
Uwielbiam tam ludzi, żyją trochę inaczej, mniej się boją czuć i prostu żyć. Tutaj rodzą się najciekawsze pomysły, które potem oglądamy na Pałacu Kultury, albo na World Press Photo. Tutaj znajduję coś więcej poza metkowanym światem, pustymi panienkami, czekającymi na plastikowych kolesi. Tutaj najbardziej lubię się bawić, rozmawiać do rana o sztuce, o życiu, o życiu i sztuce. Nieraz z tych rozmów urodziło się coś: to wspólnie zrobiony film, to wydany album. Idąc w tym duchu, trafiliśmy do krakowskich kamieniołomów. Kwiat polskiej fotografii prasowej, przybyły ze stolicy na obchody 20-lecia Gazety Wyborczej i liczne wystawy w ramach Miesiąca Fotografii zebrał się nieformalnie przy grillu. W kulturalnej atmosferze, winno-piwnych nastrojach przy desce serów i siatce kiełbasy sączyliśmy do rana przy ogniu tematy przeróżne.
Dokument w załączniku, a dzień następny zaczął się bladym świtem na Kazimierzu…

London, London… i NYC

fot. EDI

Miało być, aktualnie, regularnie, a rzeczywistość mnie wycięła mentalnie i odcięła fizycznie od komputera. Jak podróżuje nie piszę, chłonę to nowe całą sobą. O podróżach będzie innych razem, o tym dlaczego tak je kocham i są ważne. O Londynie powiedzieć można wszystko i nic. W Londynie czas mija szybko, od sklepu pubu, od kolacji do kawy - chocholi taniec wyspiarzy. Wyspiarzem może być każdy i nikt nie czuje się lepiej, że brytolem jest, lub gorzej że nie jest. To chyba najbardziej otwarta miejska społeczność. W Londynie tylko dzieła sztuki są stałe, reszta się zmienia. Wychodzisz w słońcu wracasz w deszczu. Leje, wieje, grzeje, ale to nie z powodu zmiennej pogody dotykasz niestałości… Dobrze odda ten klimat cytat z: ,,Filozofii od A do B i z powrotem'' - Andy Warhola: ,,każdy dzień to nowy rozdział, bo nie pamiętam już poprzedniego…“
W Londynie, NY żyje się chwilą, przez chwilę, na chwile i można to pokochać lub nie.
W Warszawie jest inaczej, prosto z lotniska pojechałam do przyjaciela na kolacje. Była ryba po meksykańsku lepsza niż w Meksyku, hinduska chałwa jakiej nigdy nie jadłam w Indiach. Kot miau się dobrze, a zobaczyć go chciałam, bo następnego dnia znowu w drogę do Krakowa, fotokasty czekały.

12 maj 2009

Dokumenty, poproszę...

fot. Renata Plaga

Filmy Planete DOC Review (Festiwal Filmów Dokumentalnych) zmieniają mojego człowieka w środku, przytoczę usłyszane słowa z ekranu na tegorocznym Festiwalu. W istocie w mój człowiek w środku mocno sie porusza, weryfikuje utarte standardy i prawdy absolutne. Dokument ma moc, bo bez kompromisów porusza tematy nie serialowe. Leczy psyche lepiej niż psychoanalityk, z pewnym skutkiem. Głęboka prawda o pasji, o sile człowieka, jego pięknie i absurdzie, to wszystko jest w kinie! W leniwą sobotę, trafiłam przypadkiem z kolegą radiowcem na genialny dokument o senegalskim muzyku Youssou N’Dour. Film o głębokiej pasji, która po prostu w człowieku jest, niewrażliwa na krytykę i opresje systemu politycznego. Youssou – bohater filmu ma śpiewanie we krwi, ,,dziadek śpiewał dla króla“ – mówi jego matka. Genialny pieśniarz wykrzykuje na scenie prawo człowieka do wolności i godnego życia, z pasją oddaje hołd religii i tradycji w której został wychowany. Jest autentyczny, jako buntownik i piewca Mahometa. Przekonuje w rozmowie z twardogłowymi politykami w Washingtonie tak samo jak na scenie Carnegie Hall i pod bramami magicznego Fezu…
No proszę, a miało być o powadze dokumentu, a zachwycam się filmem jak tani recenzent.
Hmm, mój człowiek w środku się zmienia…

(Warszawa, 10 maja 2009)

6 maj 2009

Sam na sam z roszponką…

Czy może być coś bardziej absurdalnego, piątkowy wieczór z roszponką, podaną nie wymyślnie, na płaskim talerzu. Coś z niczego w pięć minut i proszę.

Ten piątkowy wieczór miał być zupełnie inny, ale świat zaskakuje, lepiej się z tym pogodzić, niż łudzić.
Plany rozpełzły się z koleżeństwem, ja w swej determinacji uratowałam kino. ,,Milioner ze slamsów“ - nowy film Boyla jest genialny, trzyma w napięciu jak dobry horror, bawi jak bollywoodzka szmira. Wyciska łzy, pokazując prawdę na którą trudno się zgodzić.
Po tej krótkiej reklamie światowej kinematografii, wróćmy do roszponki, bo ona jest bohaterką dzisiejszego wieczoru.
Podałam ją sama sobie z lekko zeszkloną białą cebulą i awokado, z odrobiną sproszkowanej kolendry, przywiezionej z Indii, żeby jakoś powiązać kulinarną część wieczoru z kulturalną i… zalałam to wszytko olejem z pestek dyni, posypałam solą morską, popiłam Otazu, Berquera 2001 Reserva.
Samotne wieczory mają swój urok, oczywiście pod warunkiem, że nie rwiemy sobie włosów z głowy, że nie siedzimy z ukochanym w nastrojowej restauracji, smakując lobstera, popijając Chablis.
Autentyczna bliskość z drugim człowiekiem jest niezastępowalna, ale nic nigdy nie jest dane na zawsze. Pokochać piątkowy wieczór z roszponką to nie lada sztuka.
(Warszawa, 27 lutego 2008)