9 wrz 2012

Sny o potędze

fot. Renata Plaga


Wszechobecne chciejstwo z którego kompletnie, nic nie wynika. Które absorbuje opinie publiczną i prywatne spotkania zanjomych.
Politycy chcą być roztropni i skuteczni, a zwykle nie po drodze im z tym. Kobiety i mężczyźni chcą pięknie wyglądać, ciągle są na diecie, albo w gabinetach polepszania wyglądu. Trochę im to pomaga, ale nie na długo. Potem jest gorzej. Całe to chciejstwo absorbuje mocno. Jeden dobrze zapowiadający się ,,reżyser”, od 20 lat czeka na swój wielki debiut. Kolejny chce wielkiego sukcesu w biznes. Ciągle opracowuje jakieś papiery, spotyka się na poważnie. Po spotkaniach zostaje mu poważny kac i nic więcej. Kolejny inny, z dużej koorporacji, ciągle przychodzi z propozycjami biznesowymi. Z góry widać, że nic z tego nie wyjdzie. Jak tylko korporacje przestanie ,,dbać” o niego, zginie jak Andzia w kwiatach. O życiu wie tyle, co nic. Ma bullshit detector w kompletnym niedorozwoju. Otacza się ,,partnerami”, którym osobiście nie powierzyłam kupienia karmy dla Kota. Dostępu do konta także. W jednym i drugim przypadku zachowali by się równie niefrasobliwie. A kocham Kota, a i konto wolę mieć pełne, niż puste.

4 wrz 2012

Na poważnie... brać nie można

 fot. Renata Plaga

 
Życie brane na poważnie byłoby nieznośne. Na poważnie, samemu ze sobą, trudno wytrzymać długo. Albo gdyby ktoś poważnie traktował przysyłane oferty, nieważne czy te w mailach, czy listach czy przez drzwi.
A już nie daj boże, mailingi personalizowane, istne szaleństwo. ,,Renato z miasta Warszawy, mamy dla Ciebie jedyną ofertę". Ani o nią nie prosiłam, ani też nie przeszłam na Ty z panią Anią, Bartkiem, Krzysztofem, którzy to owe krzaki wsadzają mi w skrzynkę.
To niby nowoczesne narzędzia marketingowe. Ale na szczęście nie musimy traktować ich poważnie. Od 2008 roku konsekwentnie finansistom nie ufam, chyba że zaprzyjaźnionym.
Całą resztę, na poważnie spuszczam. Na poważnie traktuję kino. Jak obejrzę biografię, w której bohater kończy źle, to długo potem jestem rozbita. Taki zdolny i piękny, i przedawkował. Poważnie przejmuje się jego losem. I wtedy ratuje mnie Woody Allen. Robi mało poważne filmy i dla tego tak mi dobrze po nich. Zawsze jakiś wątek, cholernie pasuje mi do mojej osobistej życiowej układanki.
Ostatnie jego film: ,,Zakochanych w Rzymie” gorąco polecam, wbrew temu co piszą poważni krytycy. Film ten poważnie pokazuje: jak poswatają newsy, ludzie sławni z tego że są sławni,
i na poważnie, pozwala się pośmiać.

22 sie 2012

Potencjalnie

fot. Renata Plaga


Potencjalnie możliwe jest wszystko lub nic. Co dalej... dokładnie tyle: wszystko lub nic. Przeżyjesz życie mądrze lub głupio. Rodzimy się z potencjałem, fizycznym, mentalnym, emocjonalnym. Dochodzi jeszcze, społeczno kulturowy spadek i zaplecze z domu. Z tym ostatnim też można wszytko. Jedni je po prostu konsumują, a inni wykorzystują robiąc wartościowe rzeczy.
Obserwuje narzekaczy... przeciętny narzekacz rozkręca się około 14-stej a po 14-stej ma już popołudniową depresję. W zasadzie dobrze się zapowiada, tyle, że przez całe życie. Taki potencjalny ,,człowiek sukcesu”. Niektórzy z nich ,,mają szczęście”, rachunki płacą im rodzice, pociotki, lub małżonkowie.
Z życia dostanie się tyle, ile samemu włoży. Talenty to jedno, rozwijanie ich z pasją i konsekwencją to ciężka praca. A nieujawniony potencjał, nie istnieje. Bez względu, jak bardzo o nim myślimy. Potencjalny sukces też nie, potencjalne szczęście także.
Choć to ostatnie potencjalnie, każdego dnia puka do drzwi.

7 sie 2012

Reality show

fot. Renata Plaga


W wakacje niewiele się dzieje. Grillowanie, drinki ze słomką...
Jestem po nieprzespanej nocy, niestety nie przetańczonej na hotelowej plaży. Nikt nawet nie serwował bąbelków. Upalna sierpniowa noc, spędzona w spółdzielni mieszkaniowej, szarej, obskurnej, scenografia, jak z ,,Misia”.
Polska jest młodą demokracją, uczymy się nią zarządzać. Media -,,czwarta władza”, nie zawsze w tej lekcji pomagają.
Tabloidyzują umysły odbiorców, informacjami: w co się ubrała i ile botoksu wstrzyknęła sobie lokalna gwiazdeczka. W sumie, nieważne czy w głowę, czy w dupę.
Potencjał intelektualny publicystów jest, ale nie wystarczająco wykorzystywany.  Statystyki w interpretacji ekspertów z łapanki, wizyty Premiera we wsi ,,kokospoko”, zawody w podbijaniu piłki plażowej. Tym karmi nas tv.

Noc w obskurnej spółdzielni to efekt ,,pracy”, determinacji właścicieli mieszkań. Demokratycznie, zmieniliśmy Prezesa, zwanego,,Słońce Natolina”. Facet stworzył państwo w państwie, sprawnie wykorzystując luki w prawie, brak kompetencji urzędników i skostniałe sądy. Otoczył się lojalną świtą, wątpliwej proweniencji. 
Poziom jego nadużyć przerażał!. Na zebraniach kupował był głosy, autokarami dowoził studentów na walne, jak w PRL-u. To była praktyczna lekcja demokracji.
O swój ,,taboret” walczył do końca. O trzeciej, nad ranem, wstał i wyszedł, fizjologia zwyciężyła w demokratycznym państwie prawa.
Zmęczeni, ale szczęśliwi, wróciliśmy, wciąż do naszych domów...


19 lip 2012

Kuchenne rozmowy

fot. Renata Plaga


Ładna kuchnia, za oknem ogród, duży stół... Na stole leży lalka, butelka plastikowa po wodzie... stoją kieliszki z ,,szablą”, talerz fasolowego przysmaku od prawdziwej afrykańskiej mammy. W tle siódemka dzieci, bawi się i zajmuje sobą radośnie. I 3 kobiety w rozmowie... W tak różnych momentach życia, choć wszystkie przed 40-tką. Lidka opowiada o ostatnim porodzie. Franio urodził się, dzień po otwarciu ich nowej restauracji. Mąż skonany wraca do domu nad ranem, zasypia ze zmęczenia. Ona ma skurcze, zamawia taksówkę, która nie przjeżdza... Nie wraca już na górę, szkoda czasu, odpala kluczyk w aucie i jedzie. O świcie w skurczach, prosto na salę. Rodzi w ciszy, skupieniu, bez paniki. Zarobiona mamma czwórki dzieci... nie miała czasu na inny poród.
Tyle pisze się i mówi o ,,byciu kobietą”. Media lansują jakieś puste dupy. Po co? Gonimy za dietami, androgeniczną sylwetką, obstrzykujemy botoksem. Bo?
Nikt Cię nie pokocha bardziej, z powiększonymi cyckami, zrobionymi powiekami, rzęsami. Może inaczej twierdzą cwaniaczki od chirurgii plastycznej, ale to tylko drobne cwaniaczki, z coraz grubszą kasą. Ich nie stać na prawdę.

W pewnym momencie wznosimy toast, za nasze 40 urodziny, kiedy, gdzie? ...wkrótce w Arizonie, bo tam podobno jest najpiękniejszy księżyc.


13 lip 2012

Stop klatka

fot. Renata Plaga


Czasami, trzeba się zatrzymać... na chwilę by zobaczyć samego siebie dookoła. Taki efekt specjalny z ,,Matrixa”. Kiedy to robię, ,,zamrażam” Blog. Mogę zapełnić go na bieżąco rewelacjami ala ,,Wojewódzki", ale po co. Mniej lub bardziej udolnie zrobili to już wszyscy. Fenomen naszych czasów: ,,kiedyś świat opisywali filozofowie, poeci, etycy, dziś interpretacji rzeczywistości dokonują dziennikarze tabloidów.” Powiedział to niestety lub stety, sam Wojewódzki. Od lat różni: Bartosze Weglarczyki, Dody, Jacykowie, i inni kucharze, fryzjerzy, tancerze ,,wiedzą” i dyktują rytm. Wypowiadają się na każdy temat i w każdej kwestii: społecznej, kulturowej, etycznej. Ich medialną bytność legitymizują statystyki. Z tych wynika, iż przeciętny ,,odbiorca” głębszej refleksji nie wymaga. Więc Ci bezrefleksyjni komentatorzy dryfują bezkarnie.
Wojewódzki idealnie wszedł w sezon ogórkowy. Pytanie co dalej zapełni medialną przestrzeń? W pogoni za wynikami oglądalności, nadawcy równali do ,,standardu”: Wojewódzki show. Spychali dobre kino i dokument po 24. Ogląda je zamożna inteligencja, która nie ,,chodzi" do pracy. Misyjna telewizja, za publiczne pieniądze nadaje rozrywkę dla debili. O polityce programowej stacji, nie decyduje jeden człowiek, lecz nobliwe gremium. Czyżby jakaś zbiorowa niewydolność refleksji. A może standard Wojewódzki' show stał się już normą.

26 cze 2012

Cosmogniot


fot. Renata Plaga


,,Cosmopolis”, nowy film Davida Cronenberga, już na ekranach kin! Za nawiązanie w tytule do produkcji Fritza Langa, należy się uznanie i to tyle. Nawet niskobudżetowy, ,,Persepolis”, choć animowany przewyższa o klasę ,,Cosmopolis". Ten pierwszy nie jest nudnawą futurystyczną wizją świata, lecz realnym obrazem irańskiego islamu.
W obydwu filmach wykorzystane zostały francuskie aktorki. W Persepolis Catherine Deneuve podkłada głos. W ,,Cosmopolis", Binoche siebie, ma doskonały epizod w roli prostytutki. Swoją drogą marketingowo, dobrze wykorzystany w promocji.
Film trwa dwie godziny, i o ile w pierwszej jako takie napięcie da się odczuć, to w drugiej już tylko senność. Luki w scenariuszu do potęgi... n.
Minimalistyczna konwencja wymaga dialogów, po byku, a te w ,,Cosmopolis” są w zaniku. Świetna, niewykorzystana aktorsko, obsada: Robert Pattinson, Juliette Binoche, Paul Giamatti, duży zmarnowany budżet i nierozwinięty, ważny temat. Alienacji elit finansowych  i pauperyzacji klasy średniej. W futurystycznej wizji Cronenberga, nikt nie czuje się dobrze. Miliarder ,,dusi” się w swojej tuningowanej limuzynie, ludzie na ulicach, a widzowie w kinach.

23 cze 2012

50 mm

fot. Renata Plaga


Prawie 20 lat temu, jako nastolatka fotografowałam. Festiwal w Jarocinie, pierwsza akredytacja dziennikarska w życiu. Negatywy, ciemnia, moment, gdy na papierze fotograficznym pojawia się pierwszy zarys zdjęcia. Z każdą sekundą robi coraz bardziej widzialny... . Obudzona pasja żyje pod skórą. Moja była uśpiona przez 15 lat, ale obudziłam ją.
Na szczęście, miałam blisko genialnych fotografów, pięknych w środku, ale i bezkompromisowych w kwestii ,,zrobienia foty”.

Technologia zmieniła świat fotografii w komputerową wizję rzeczywistości.
Gdzie jest granica pomiędzy zdjęciem, a efektem pt.: ,,zdjęcie”. ,,Zdjęcie”, może być perfekcyjnie ostre, naświetlone na milion sposobów i nieograniczone rzeczywistym kadrem.

W fotografii, jak w życiu moment jest ważny, ten ułamek sekundy uchwycony z dreszczem. ,,Nastawianie ostrości jest jak medytacja..." – powtarzał Miller. Musiał medytować szybko, by nie dostać kulki w głowę. Przeżył jako fotoreporter 13 wojen.
Dzięki technologi możemy wytworzyć wszystko, obrazek jak zdjęcie, sztuczny biust jak prawdziwy, 60-latki bez zmarszczek, bo medycyna estetyczna robi cuda.
Nie kupuję tego trendu.
Fotografuję ze stałym obiektywem: 50 mm, moim ukochanym:-) Jest wymagający, nie pozwala rozpraszać uwagi na boki. I muszę być blisko człowieka... 

15 cze 2012

Troglodyci 2012

fot. Renata Plaga


,,Polacy to tacy troglodyci...” – powiedziała Jolka. Uszy stanęły mi dęba, a kawa wypłynęła z ust. Że co... z jaskini przecież wyszliśmy, a czy coś nie tak, z przystosowaniem kulturowym? Ta nie daje za wygraną... ,,bardziej inteligentną cześć społeczeństwa zabrały nam wojny, powstania, obozy, Katyń i inne nieszczęścia...". Coś jednak zostało w nas Polakach, co określić by można pierwiastkiem szlachetnym. Ponadto,  socjobiologia wciąż funkcjonuje jako naukowy paradygmat..., w myśl tej definicji wierzę, że geny inteligencji w narodzie przetrwały.

Poza wszystkim, daliśmy radę z Euro!!! Mamy piękny stadion narodowy, przyzwoicie przygotowaną drużynę, dworzec odbudowany i komunikacja działa. Nic nie chciało się spektakularnie spieprzyć. Ku niezadowoleniu tych, co na katastrofach, swój kapitał polityczny budują.
Uff! I nagle... wyszliśmy na ulice, tak po chamsku, by kibicom z Rosji dokopać. A przecież bycie gospodarzem zobowiązuje. Rząd nie zawiódł, a ulica owszem.
Głowacki w Gazecie wyborczej, nazwał nasz status na dziś: ,,marynarka od Armaniego na wierzchu, a pod spodem podszewka azjatycka”.
Azjatycka podszewka mi nie przeszkadza, zwłaszcza ta jedwabna, ale chamstwo i tępota owszem.
,,Kury wam szczać prowadzać...” ... a nie na mecze chodzić panowie...

6 cze 2012

Obudzona pasja...

fot. Renata Plaga


Na etacie nie wytrzymałam dwa lata..., dłużej w związkach, ale to geny babci Anieli... Blogostan ma trzy lata i calkiem zdrowo się chowa. Pierwszy wpis był... sensualny: ,,Sam na sam z roszponką”. Spokojny wieczór, po kompletnej życiowej przemiałce. Odetchnęłam z ulgą, w moim natolińskim azylu. Pamiętam butelkę Otazu, którą odkryłam w Winerii. Moi znajomi spili potem cały rocznik. Raz poszłam zakupić i faktycznie zabrakło. Nie był to żaden, gówniany marketing szeptany. Choć efekt modelowy z podręcznika.
Po trzech latach, przy genialnym koncercie Milesa, robię kolejny wpis... bez wina i  roszponki? Szkoda czasu, świat wewnętrzny taki piękny. Odpadły small talki, pół talki, ćwierć talki. Z rautów medialnych, pokazów urywam się po oficjalnej części...
Czy coś tracę? Moi przyjaciele kochają np.: jak z jedzenia rzodkiewki zrobię misterium, dobiorę do niej jakieś białe cudo z Górnej Adygi... .
Znajomi zorientowani na formulę pójść i zjeść nie wytrzymywali... . Trudno umówić się z kimś na kolację, kto zapomina zamówić kolacji, sączy wino i zachwyca się wszystkim dookoła talerza... .
A propo górnej Adygi, kocham wino Franza Hassa. Etykiety malował mu przyjaciel Riccardo Schweizer (uczeń Pabla Picassa). Designem Hassa, zainspirowali się moooocno!, wytrawni marketingowcy winni, z Californi...

3 cze 2012

Sami dla siebie

fot. Renata Plaga


,,Co taki ten twój Blog refleksyjny, ostatnio”, ktoś ze znajomych, retorycznie zapytał był. Z natury jestem optymistką, a Blog refleksyjny. Może to wpływ 2012, a może bezsilność wobec wielu rzeczy, wyraźnie widocznych. Może także, te najpiekniejsze i najbardziej wzruszające momenty zostawiam sobie, bo nie wszytko ma ,,status publiczny”.
Melancholia jest tożsama z ,,dzisiaj”. Wszystko się zmienia tak szybko, a pomocy znikąd. Kombinujemy, by być ,,ulepszonymi", by mieć więcej. Czasem zagłuszamy autystyczną rzeczywistością. Tą medialną i socjalną. Jedni nie mają motywacji by wstać z łózka, inni by do niego wejść. Skrajności, skrajności... tak w życiu, jak w sztuce. Wierzę w człowieka, że nie oszaleje w tych szalonych czasach. Polubi i siebie, i zacznie żyć, po coś. Bez wysiłku zrobi coś dla drugiego człowieka, w ciszy, w sercu,  po prostu...

1 cze 2012

Love

fot. Renata Plaga


Tak bardzo jej pragniemy, tak za nią tęsknimy. Szukamy jej na ekranie, w gazetach, na imprezach. Jej brak substytuujemy na różne sposoby. Uciekając w prace, gadżety, perfekcjonizm.
Bez miłości, źle.
Albert Camus trafnie ujął to był: ,,Świat bez miłości jest martwym światem".
Jest się tego świadomym, lub nie.
I gdy już to piękne uczucie spadnie, jak grom z jasnego, zaczynają się schody. Czasem prowadzą do nieba, a czasem donikąd wprost.
Najpierw jest szaleństwo, euforia, a potem... wszystko lub nic. W życiu niewiele da się przewidzieć. Deklaracje na zawsze, dotyczą tak naprawdę teraz. To ,,teraz” może oczywiście trwać i 50 lat :-) Warto, jednak ten subtelny fakt, mieć na uwadze.

Co zrobić z miłością jak już jest? Zostawić ją, tak sobie samej, niech się naturalnie żarzy, aż do wypalenia. Podsycać ją, czy zagasić, tak na wszelki wypadek, by się przypadkiem nie poparzyć.
Lekko nie jest. Jak wmontować ją w codzienność, w świat excela i timeshita. Jak zrobić na nią przestrzeń, w wygodnie ułożonym życiu. Albo jak uporządkować chaos, by w nim, owa love nie utonęła.
Miłość to wyzwanie, pytanie, czy stać nas na nie?

27 maj 2012

,,Na dobry początek"

fot. Renata Plaga


,,Napisz coś pozytywnego!” – powiedziała Jolka. Faktycznie! Z jednej strony doceniam mój mikroświat, czuję się w nim szczęśliwa. Przyjaciele, Miłość, Pasja.., dobrze w środku jest.
A tymczasem na blogu, każdy tekst krytyczny. Wokół piękny świat: słonce, drzewa, miejskie klimaty... tyle zachwyca. Nie podoba mi się tylko świat instytucji. Irytuje bardzo korporacyjna ignorancja i ludzie, co zapomnieli, że są ludźmi.
Zostawmy tych.
Zrobiliśmy z Tomkiem Sikorą kolejny projekt. Zatytułowałam go ,,Na dobry początek”... to tak świeżo brzmi po pięciu latach owocnej współpracy. Rozumiemy się bez słów. Ja piszę, On fotografuje, potem całość się skleja, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Tomek jest człowiekiem pięknym w środku. Widziałam kilka jego gestów dla ludzi... zostały mi w duszy, łzy wzruszenia.
,,Na dobry początek” pisałam w Indiach. Dostałam od Tomka ,,precyzyjny brief”: Renatko napisz proszę, coś pozytywnego, 12 tekstów, tyle tego negatywizmu w mediach. Hmm, no tak... napisałam.

Miałam zrobić post o tym, co zobaczyłam na Planete DOC Rieview..., ale znowu byłaby rzeczywistość społeczna pod lupą, a tego Jolka by już nie zniosła.


19 maj 2012

Co do mnie dotarło...



fot. Renata Plaga


W zalewie spamu medialnego jest niestety wiele utopionych wartościowych myśli. Świeżym okiem zobaczyłam kilka, pozwolę sobie z szacunkiem je przytoczyć:
,,Problemem jest zidiocenie świata, nie ładna twarz w reklamie. To zidiocenie wynika stąd, że internet, media, reklamy narzucają nam filtr na świat. Nawet ludzie wrażliwi, myślący, intelektualiśći nie są w stanie się z tego otrząsnąć, bo to działa na naszą podświadomość. To wynik ogromnego rozrostu klasy średniej w ostatnich dziesięcioleciach. Człowiek bez gruntownego wykształcenia stał się jedynym adresatem filmów, programów TV i reklam.” – powiedział to był Iwo Zaniewski, w wywiadzie dla Wysokich Obcasów (14.01.12)
Nic dodać, nic ująć. Reklama jest potężnym narzędziem oddziaływania na świadomość. Ona kreuje wzorce estetyczne w skali masowej, ona także prowokuje do wielu zachowań, nie tylko tych konsumenckich. Zawsze mam w pamięci słowa innego reklamiarza, Billa Bernbacha ,,Ludzie mediów mogą uczynić świat pięknym, lub go zbrutalizować...”. Znalazłam je na Broadwayu w ADC, w 2006 roku. potem Wydawca Media Marketing Polska pozwolił mi tę ideę rozwinąć w książce: ,,Kreatywne Rozwiązania 2006-2007”.

Kto dziś pracuje w koorporacjach, wydających najwięcej na reklamę. Rządy Excela preferują taniość. Tani pracownik, jest zawsze gorzej wykształcony, gotowny na wszystko, na pytania o zasadność, nie ma czasu. Przeraża go wizja straty pracy i zdolności kredowej. Tacy ludzie decydują często proceduralnie, bezpiecznie, bez refleksji.
Refleksja nie boli, nikt za nią karze, czasem z jej powodu, można stracić lukratywne stanowisko. Pytanie tylko, na ile ono lukratywne, skoro nie ma miejsca na refleksję.

Następnym razem o tym, co zobaczyłam na Planet DOC Review, tu w Warszawie...

15 maj 2012

Rozwojowa moda

fot. Renata Plaga


Doskonale się ma, moda na doskonalenie. Jedni doskonalą siebie, inni innych. Niektórych, to nie obchodzi. Jeszcze inni uważają, jest źle i lepiej nie będzie. Dążenie do doskonałości ma swoje plusy i minusy. Czasem ulepszy rzeczywistość, a czasem nie. Perfekcjonizm i pogoń za nowym - ,,lepszym” prowadzi gdzieś, tylko gdzie… ?
W pogoni za ,,lepszym” gubimy, co już mamy. Testujemy nowinki, promocje, relacje. Trenujemy się, w ,,byciu lepszym”, by mieć więcej i lepiej. Z korporacyjnego pędu, wskakując prosto, w ,,rozwojowy” , lub technologiczny kołowrotek. Tyle ,,duchowych” fajerwerków i nowinek technicznych czeka.

Tak trudno jest dziś, spokojnie posłuchać bliską osobę. Poczuć, co tak naprawdę w duszy gra.  Wielu już, zamiast mózgu używa Internetu. Odczuwanie sercem, także nie jest praktyczne. Mogą pojawić się różne wątpliwości, a te kompletnie zbytecznie w perfekcyjnie zorganizowanym życiu.

Na koniec uczymy się tego, co mamy od zawsze. ,,Warsztaty śmiechu”, ,,Warsztaty relaksu”, ,,Nauka chodzenia”,  ,,Nauka Dotyku”, ,,Otwieranie się na miłość”, ,,Lekcja Słuchania ciała”, ,,Sztuka delektowania się smakiem”, ,,Warsztat bycia kobietą”. Ulepszamy to, co jest dane z natury, a wystarczy żyć z nią blisko. Albo chociaż nie, aż tak od niej daleko.




9 maj 2012

Pakiet pozytywny

fot. Renata Plaga

Nie często poznaję zdeklarowanych optymistów. Narzekanie i resentyment mają się dobrze, nie tylko u Polaków. Negatywizm w mediach, globalny kryzys finansowy, energetyczny, strukturalny, moralny, każdy koniunkturę newsa nakręca. W tak skonstruowanej rzeczywistości, optymistyczne jednostki uznać można za gatunek rzadki. Spotkałam taką: dziewczyna o śmiejących się oczach, blondynka, ani naiwna, ani produkt pisemek kobiecych. Kocha swoje życie. Realizuje pasje, płacą jej za to duże pieniądze i w dodatku jeszcze 12 lat pracuje w TV. Nie do wiary. Co mówi sama? Zawsze myśli pozytywnie! Pomyślała w życiu 3 razy negatywnie i do tej pory, każdy raz pamięta. Tak przez całe życie? Nie ma lat dwudziestu przecież. Tak. ,,Dostałam pakiet pozytywny w dom… miłość rodziców, pełną akceptację, oni nauczyli mniej tej prawdziwej pewności siebie, wynikającej z siły człowieka.”

Jedni dostają konto bez dna, inni dyplom drogiej uczelni, inni ,,pakiet pozytywny”, a jeszcze inni bagaż traum do przerobienia. Nie ważne co nas w życiu spotyka, ważne co robimy z tym dalej. Lepiej iść z ,,pakietem pozytywnym” w życie, niż bez. Tym, co takiego z domu nie wzięli, polecam słowa Ramany Maharisziego: ,,Ćwicz zadowolenie”.



4 maj 2012

Tu


fot. ...


Podróż jest lekcją nieprzywiązywania się do miejsc, sytuacji, nawet ludzi. To ostatnie jest trudne dla mnie. W podróży lepiej nie przywiązywać się do tego, co się lubi w domu. Lubię wino, ale w Indiach niekoniecznie. Raczej tam produkują mocne i niezbyt sofistykowane. Poza tym, chyba przeszkadzało by w koncentracji.
 

Po 4 miesiącach przerwy, wybieram wino dla przyjaciół. Od którego zacząć... od dobrego. W dobrym towarzystwie niewiele trzeba, nieprawdaż? Nieprawda! W kwestii wina kompromis, jest pomysłem dalece niestosownym. Na przeciętne szkoda czasu i zdrowia. 

Powroty z podróży bywają różne... zależy gdzie i jak ląduje się. U moich przyjaciół, jest zawsze miło. Panuje tu nastrój kameralny, niekiedy sprzyjający towarzyskim grom. Czasami bywają tam celebryci. Niektórzy są ciekawymi, wrażliwymi ludźmi, niektórzy tylko celebrytami. Nic o winie nie wiedzą, niewiele w nich... czkają beznamiętną czkawkę medialną. Cóż robić z takimi..., nic. Pozwolić być, w ich beznamiętności... . Zawsze można włączyć na dvd ,,Do widzenia, Do jutra"

.... Tak, Morgenstern, świętej pamięci... wielkim reżyserem był!
 

Zatęskniłam za ,,tu"chyba troszkę:-)

3 maj 2012

tu i tam

fot. Photo Booth

Powroty. Ale skąd i dokąd. Dom to pojęcie, współcześnie nieokreślone. ,,Żyjemy w czasach gdzie normalność jest zjawiskiem prawie ezoterycznym." – ładnie to Skolimowski ujął w ,,Niewinnych Czarodziejach". W tej kwestii, postęp żaden nie dokonał się był. Tym bardziej ,,normalny dom” - brzmi jak oksymoron.
Ostatnie 4 miesiące z dala od ,,domu", pokazały mi dużo. Wyjeżdżałam ,,z domu”, wróciłam do domu, ale tak kompletnie innego. Nie ma to związku, ze statusem własności moich 2-óch skromnych nieruchomości, tu i tam... 

Jak bardzo gotowi jesteśmy rozsypać życiowe puzzle, by ułożyć je na nowo? Wyjść z przeciętnego związku. Albo zrezygnować z ogłupiającej pracy. Ułożyć raz jeszcze relacje z bliskimi. Zweryfikować listę życiowych priorytetów. 
To dla wielu filary, boją się ich ruszyć, by coś się nie zawaliło. 
Nie nie lubię mijać się z prawdą. Jak trzeba to potrząsnę filarem. Co po przy krzywej wieży, nawet wysokiej i zdobnej.
Mamy jedno życie w danym momencie. Można przeżyć je średnio, można nawet kiepsko, ale po co. Nikomu ot tego lepiej nie będzie. Osobiście wolę pracować na maxa, z tym co natura dała. W podróży uczę się. Każdy kolejny etap otwiera nowe, na bogato!

,,Podróże kształcą"... człowieka w środku, w upale, kurzu, chaosie, dezorganizacji musi być on silny, by przetrwać i nie zgubić kierunku podróży.

2 sty 2012

Cały ten zgiełk

fot. Renata Plaga

Dobrze jest zostawić to zbędne. Żyje się lżej zwłaszcza w podróży. A ta czeka mnie już, tuż tuż. Będzie dłuższa i nieprzewidywalna, ale ile tak można w nieznane. To zmienia, puszczają zużyte standardy, i tworzą się nowe, te lepsze.
Mogłabym polecieć na wakacje z TUI, spokojnie o czasie, dostać kapcie w hotelu i wyczesaną panią rezydentkę. Jednak nie.
Co zastanę po kilku miesiącach. Nie wiem. Te duchowe podróże tyle zmieniają. Na krzywe kompromisy przestrzeń się skurczy. Więc miły uśmiech już nie wystarczy by podtrzymać grę. Gra toczy się wokół. Cały świat instytucji opiera się na grze. Gra bardzo absorbuje. Żeby się w niej utrzymać, trzeba być dobrym graczem. Czujnym jak krokodyl i cierpliwym jak krokodyl. W świecie instytucji gady górą. Ale na szczęście jest inny świat nawet już za oknem. Żyją w nim ludzie. Ale o tym już po powrocie... będzie już pięknie i majowo.

23 gru 2011

Czas choinki

fot. Renata Plaga

Jak co roku w grudniu, coś się kończy i zaczyna. Odchodzi stare, przychodzi nowe. A po drodze są Święta. Te radosne i piękne, pełne blasku świec, pachnące choinką i mazurkiem. Zanim jednak ta wizja się spełni, odstoimy swoje w korkach, sklepach i urzędach, wykłócimy z bliskimi, zapomnimy o czymś ważnym.
Podobno, Wigilia jest na 4 miejscu zdarzeń stresogennych. Tuż po stracie kogoś bliskiego, pracy, rozwodzie. Ktoś to kiedyś zbadał metodą statystyczną.
Jak ją przeżyć? Nie wiem. Trzeba mieć szczęście, albo piec mazurki. A może jedno i drugie. Zawsze można wykonać telefon do przyjaciela.

24 lis 2011

Po co to...

fot. Renata Plaga

Konflikty, porażki, kryzysy, po co komu one. W ładnym świecie żyje się lepiej, ale nie dla wszystkich. Nie ma życia w korporacji bez crisis management meeting.
Ktoś musi pokazać, że coś nie działa... bo wizja ,,jak ma być"była inna, a rzeczywistość do niej nie przystaje. Potem już tylko publiczna egzekucja i laur na twórcy zręcznej korporacyjnej intrygi.
Crisis management meeting dotyzy języka cywilizowanych korporacji. Gdzie indziej, nie potrzeba sofistykowanych słów, by dopierdolić drugiemu. W atmosferze zaufania łatwiej rozwiązywać faktyczne problemu. Ale nie te sztucznie nadmuchane. Po co? To gry małych ludzi. Jak mają potwierdzić zasadność swego firmowego bytu. Mali ludzie prochu nie wymyślą, nawet pracując długo i mozolnie. Ale ,,wygrywają’’ i trwają. Bo 80 % czasu poświęcają na utrzymanie pozycji i budowanie wizerunku ofiarnego i kompetentnego pracownika.
Sytuacje kryzysowe nauczyły mnie dużo. Zawsze budziły, gdy zbyt wiele dawałam dla firmy, projektu, kosztem tego, co naprawdę ważne. Dzięki nim zawsze wracałam na właściwe tory. By w zgodzie z sobą realizować pasje, zasilać wartościowe projekty i być szczęśliwą.

14 lis 2011

Szary kubik

Fascynujące są biura wielkich korporacji. I tych przez duże K. I przez małe k. Każde mają coś. Open space, ten szary i ten przeszklony, to synonimy lepszego biurowca. Czysty z zewnątrz. Z dobrą kawą i wodą bez limitu, z gazem i bez.
Na początku polskiego kapitalizmu, w renomowanych wydawnictwach, pracownicy sami przynosili herbatę w woreczkach, a woda była w kranie.
Przez ostatnie 10 lat, standardy się zmieniły, przynajmniej te stoliczne. Biurowi mają się lepiej. W biurowcach jest dużo słońca. Widać je przez szybę. Nie grzeje specjalnie, bo klimatyzacja chłodzi doskonale. W schłodzonych pomieszczeniach, podobno wydajniej się pracuję. Klimatyzowany chłód podnosi poziom adrenaliny, równie skutecznie jak Redbull, Burn, Blow i inne wyskokowe energy drinki, dozwolone w Polsce.
Dużą popularnością cieszą się pokoje bez okien. Ktoś kiedyś uzasadnił to biznesowo. Świetlówki oświecają taniej niż słońce. Poza tym, każdy metr w biurze się liczy, nawet na zapleczu.

24 paź 2011

Focus

fot. Renata Plaga

Zaniedbałam BLOGOSTAN, bo... . Tak wyszło. Czasami na czymś zależy, ale nie dbamy o to. Tak jest z miłością, przyjaźnią, pasją, Kotem.
A jak coś odchodzi bezpowrotnie, przychodzi refleksja.
Zdarza się coś nowego w miejsce starego. Albo coś zaczyna się od nowa.
Życie płynie. Co róż jest nowy focus na nowe rzeczy. Nie warto, się więc przywiązywać. To takie stoickie, ale takie niewykonalne. Romantycy lubią tęsknić... . To nie praktyczne może, ale piękne... . Na szczęście z blogiem jest prościej... w każdej chwili można go odtworzyć i utworzyć. Z życiem tak nie jest, dlatego warto żyć na 150 procent.

*na zdjęciu Robert Weingarten z focusem na Warszawę

1 paź 2011

Tanie rozmowy

fot. Renata Plaga

Tanie minuty, bezlik minut... niekończące się smoltoki i te biznesowe, i towarzyskie. Komórkę ma każdy i ten kulturalny i nie. Na ulicy, w pociągu, w szatni mówi się o wszystkim.
A wszyscy wokół muszą tego słuchać. W dalekiej podróży jest to przyjemne. Nie znając języka werbalnego uczymy się mowy ciała. Taki trening rozwija intuicje, lepiej niż warsztat dedykowany temu. W rodzimym wydaniu komórkowe ataki gadulstwa nie są tak kreatywne.
Masz pecha, stoisz obok tlenionej tipsiary. Ta relacjonuje godzinami wyczyny imprezowe. Ma skrzeczący głos, nie dlatego, że pobierała lekcje dykcji. Jak bardzo ten świat się rozgadał, dzięki darmowym minutom.
Komórka – gadżet funkcjonalny jest błogosławieństwem, ale i bywa przekleństwem.
Gadżety gadżetami, a człowiek człowiekiem, to jak z nich korzysta, wiele o nim mówi.
Gadżeterka zawsze modną była i w świecie dużego biznesu, i lansu i wśród zwyczajnych miłośników rzeczy ładnych, nic w tym złego.
Ale wracając do bezliku rozmów. People are still talking but communicate nothing.

26 wrz 2011

''Dziś są twoje urodziny..."

fot. Photo Booth 26.09.2011

Blogostan jest i publiczny, i osobisty. Podpatrując świat zewnętrzny nie sposób dotknąć własnego. Napisałam tekst o przeróżnych konfiguracjach w relacjach, dokładnie wtedy zmarł mój Wydawca. Na satyrę nie było już miejsca...


Przychodzą i odchodzą różne rzeczy w życiu i te piękne i te przeciętne. Taki współczesny FLOW.
Albo nieszkodliwa refleksja Tomka Lipińskiego. (W piosence chodziło oczywiście o ,,przychodzące i odchodzące kobiety").
Moje urodziny przychodzą przed czasem i trwają... Ktoś to kiedyś wymyślił i zostało do dziś...

Zaskakują mnie bliscy, wzruszają do łez i gestem, i słowem.
Kiedyś umrę jak każdy, ale póki co, tak bardzo cieszę się z każdych kolejnych urodzin. Born to love again and again...