23 sie 2011

Mrs Projekt

fot. Renata Plaga

,,Nie liczy się cel tylko droga” – mądrości wschodu, czasem są rozumiane opacznie. Zdarza się to tym ,,uduchowionym”, co niechętnie konfrontują się z rzeczywistością. Ale też zwykłym życiowym nieudacznikom, którzy swoje życiowe abnegactwo subtelnie przysłaniają ezoterycznym refleksem.
Nie wiem co gorsze i wiedzieć nie chcę. Stronię od jednych i drugich, bo dobrze sobie życzę.
Mrs Projekt, żyje od projektu do projektu, zanim jeden skończy, wymyśli następny. Koncentruje się na absorbowaniu swoimi projektami. Każdy z nich jest bardzo ważny. Zbawia świat, albo coś w tym stylu. Żaden nie został zrealizowany, nawet ,,odpalony”. Projekty - projektami na zawsze zostały. Trochę osób straciło przy nich swojego czasu, albo pieniędzy. Bo bilety lotnicze kosztują, a Mrs Projekt lubi sobie wokół projektów polatać. No cóż... widziały gały co brały. Mrs Projekt nikogo do współpracy nie zmusza. Subtelnie zachęca, w imię idei wielkich.
Idee ideami, a projekty projektami.
Ludzie są piękni w swej różnorodności... A głupota ludzka nie zna granic... jak niekończący się projekt.

17 sie 2011

Letnio

fot. Renata Plaga

Wakacje nie sprzyjały ani intelektualnym aktywnościom, ani tym prozaicznym. Zapach kawy na ulicy kusił. Mobilizacja latem graniczy z cudem. Jak pracujesz, na swoim, nikt za dupogodziny nie płaci. Twój cashflow jest w 100% twój. Chyba że outsorsorujesz swoje rachunki na podmioty trzecie, typu mąż, kochanek, tata lub ciocia.
Uczę się latem po prostu żyć. To trudna sztuka dla pracoholików. Zwykle klepali w klawiaturę po 18 godzin bez przerwy, bo deadline świętym był. To były agencyjne standardy. Dziś mam już o połowę mniej deadlinów, za cenę nie mania lexusa, ani 100-u metrów w kredycie. Swoją drogą nie zazdroszczę, tym co pożyczyli na apartamenty we frankach. Ich dług jest dwa razy dłuższy.
Niekonsumpcyjny model życia ma swoje plusy. Nie przystaje jednak do lansowanych wzorców na salonach piękności.
Wzorowy konsument jest idealnie wyprasowany i obstyrzknięty. Botox tu i tam, gdzie się da, profilaktycznie. Doskonałe ciało nie ma zmarszczek. Ma na twarzy botoksowy uśmiech. Sztuczne biusty, odsane kolana, doklejone rzęsy. Dziwny ten współczesny ideał piękna. Sobą bardziej czułabym się w średniowieczu.

25 lip 2011

Poruszone...

fot. Renata Plaga

Bynajmniej nie o zdjęcie chodzi. Amy... jedni nazwali ją ,,talentem wszechczasów", a inni budowali publikę na jej ,,zdrugowanym" wizerunku. Tym drugim życzę powodzenia: postacie banalne i martwe.
Amy, jak na 27 lat, miała zawrotne tempo pracy. Odreagowanie nie było jej mocną stroną. Album ,,Back to Black" znalazł się w wśród 18 najlepiej sprzedających się płyt w historii muzyki.
Dostała naraz 5 statuetek Grammy. To nie była zrobiona w wytwórni laleczka. To ponadprzeciętna wrażliwość. Talent. Autentyczna we wszystkim! Nie udźwignęła tego.
Trudno być kruchym i silnym zarazem. Prawdziwy artysta to doświadcza. Czasem się rozsypuje. Potem znajduje siłę, by się złożyć. Potem ma gotowy materiał. A jak nie znajdzie, ani siły, ani materiału, anonimowo skończy w rynsztoku. Dorastałam w klimatach muzycznych. Narkotyków i alkoholu w tym środowisku nie brakowało. Widziałam jak niszczyło to wartościowych ludzi.

Ostatnio dużo się dzieje u moich bliskich, zachodzą w ciąże, wycinają raki, zmieniają pracę i żony, rzucają facetów. Sama przypadkiem zahaczyłam o szpital, bez szczególnej, racjonalnej przyczyny. Przecież zdrowo się prowadzę. Nie nadążam reagować już.
Koniec Amy... poruszył mnie. Taka ,,nieprzystosowana", a dawała tyle poezji tej codziennej, beznamiętnej prozie.

10 lip 2011

ja to wiem, ty to wiesz

fot. Renata Plaga

Komediowe sentencje są jak księgi Mistrzów Zen. Czasami tak, ale nie w polskich komediach romantycznych. Te należy oglądać na podglądzie, z uwagi na luki w scenariuszu i nieokreślone funkcje poznawcze. One zawsze pokazują ,,coś". To cenne dla tych, co nigdzie nie byli i nic nie widzieli. Trudno w nich jednak, tak i o prawdę, jaki i iluzję, jak o realizm i surrealizm. Nie są to komedie absurdu, absurdalne dramaty pod względem realizacji, owszem.
,,Nie rezygnuj z siebie, tylko dlatego, że się boisz.”- usłyszałam w ekranowym hicie z Manhattanu. Tak, prosto z mostu? Podręczniki sukcesu, chyba inaczej rzecz ujmują. Podpytam znajomego ,,mentalnie już milionera”. Zna je na pamięć. Tak za tym milionem goni, biedaczyna.
Kupujemy różne bajki o życiu. W domu, na szkoleniach, w serialach. Bo boimy się słuchać tego, co w duszy gra i za tym podążać.
Słynny Zen Coach, Kare Landfald powiedział: ,,Jeżeli zgubisz klucze w środku w pokoju, w którym jest ciemno, nie ma sensu szukać ich na zewnątrz, pod lampą na ulicy. Wielu to robi, zamiast poszukać tam, gdzie je zgubili, czyli wewnątrz.”
Czy tak trudno znaleźć ,,kluczyk" w środku... szukamy czegoś, to tu, to tam... . Kupiłam kiedyś bajkę: ,,Życie to sztuka kompromisu”. (Ta złota myśl to był ten kluczyk spoza środka.) Przez wiele lat zadowalałam się półśrodkami w pracy, w życiu osobistym. Zamiast pójść za tym, czego pragnęłam naprawdę. To co było... tylko było. Wierzyłam w ten ,,kompromis", albo się bałam i rezygnowałam z siebie.

Rozmowa z Kare Landfaldem na http://corporate-wellness.pl/2011/07/zen-coaching-sila-spokoju/

3 lip 2011

Dużo, czy mało?

fot. Renata Plaga

Dużo, czy mało? Ile jest naprawdę, tego co jest. Paradoksalnie te policzalne wartości, są bardzo względne. Co dla jednych jest sufitem, dla innych tylko podłogą. Ktoś marzy o ferrari i frustruje się, bo jeździ fordem. Dla kogoś, ford spełnienia marzenia o posiadaniu dobrego auta. Apetyt rośnie w miarę jedzenia... bywa różnie. Ci co dużo zjeść mogą, nie zawsze chcą więcej. Wiedzą ile potrzebują, i że od przesytu boli brzuch. Zatem, jak jest z apetytem? Stymuluje go reklama, media i my sami. Poza tym, apetyt, apetytowi nie równy. Inny apetyt na miłość, piękno, pasję. A inny na złoty basen, czy lepszy jacht. Różne jakości, ważne, co motywuje by za nimi podążać. Jeżeli naprawdę kochasz pływać, wchodź w jachty. Jeśli masz, bo sąsiad ma, to biednie.
Rodzaj apetytu i sposób jego zaspokajania zależy od tego, co w sercu i w głowie. Pustki wewnętrznej, nie zapełni się na zewnątrz.
Anoreksji zakupowej nie polecam. Rozpieszczanie siebie jest miłe, gdy pogoń za gadżetem nie jest treścią życia.

29 cze 2011

Mr busy

fot. Renata Plaga

Na świecie, trendy jest być slow. Zarządzać własnym czasem i żyć po swojemu. Dużo i ciężko pracują tylko pechowcy. Albo szczęśliwcy, u których praca i pasja idą w parze. W latach 90-polski wczesny kapitalizm lubił ludzi ,,zarobionych”. Nawet jak nie było co robić w biurze, to i tak coś się robiło. Słynne były nerwowe przebieżki ,,zarobionych" pracowników do ksero, ze stertą papieru. Dziś już chyba nawet studenci takich praktyk nie stosują. W Warszawie, nie wiedzieć czemu, wciąż modnie jest nie mieć czasu. Nieważne czy trwoni się go na bezpłatne nadgodziny, czy w galeriach handlowych. Wieczory i weekendy zapychają ,,ważne" biznesowe rauty. Zostaje po nich kac i poczucie zmarnowanego czasu. A tyle rzeczy umyka. Tych pięknych, namiętnych, po prostu miłych.
Tym najbardziej zarobionym ciągle coś się przydarza. Pęknięta rura, mandat, guma i milion rzeczy, które powodują, że muszą być jeszcze bardziej zarobieni.

Czasami wygodnie jest być zarobionym. To bardzo przydatne dla abnegatów. Zarobieni przecież nie muszą odpisywać na maile, oddzwaniać... takie tam kurtuazyjne dyrdymały. Elementarne zasady kultury komunikacji nie dotyczą zarobionych. Nie mają na nie czasu. Dobrze, że świat orientuje się ku slow. Schamiał trochę przez tych ,,zarobionych".

5 cze 2011

,,Fakty i Akty”

fot. Renata Plaga

Nie bez powodu nawiązuje do ulubionego tytułu filmu Roberta Altmana. Pokazuje on jak łatwo ,,zaczarować rzeczywistość”. Tę faktyczną i tę medalną. Ludzie kupują wszystko. I gwiazdy telewizji śniadaniowej i te serialowe, i te znane z tego, że są znane. Ci bardziej wyrafinowani polegają na opinii autorytetów i krytyków, wyrabiając sobie poglądy w kwestiach ważnych i nieistotnych.
Jak każdy przeciętnie zorientowany konsument kultury podczytuje recenzje i strony ekonomiczne Wyborczej. Te ostatnie żywo mnie interesują.
W najnowszym Dużym Formacie przeczytałam felieton Krzysztofa Vargi i... . Miód na moje serce, ktoś wreszcie publicznie podważył geniusz Larsa Von Triera.
Obejrzałam ,,Melancholię”, jego ostatni film. Jeżeli tak ma wyglądać opinii krytyków ten ,,piękny koniec świata”, to lepiej niech ten świat trwa.
Film jest pesymistyczny. Narracja nudna, a końcowy efekt, jak z taniego thrillera science fiction. Wiekopomne dzieła Von Triera, jak: ,,Dogville”, ,,Antychryst”, ,,Europa”, ,,Idioci”, Varga nazywa ,,grafomanią” i coś w tym jest. Zawsze po jego filmach robi mi się nieprzyjemnie, po dwudziestu minutach czekam niecierpliwie, na cokolwiek... i nic. To nie jest dobre kino. Nie daje nadziei w chaosie i ogólnie męczy. Sam reżyser onanizuje się publicznie depresją, a potem epatuje nihilizmem na ekranie. Czy musi w swoją terapię angażować audytorium. ,,Duński ściemniacz” jest geniuszem, bo jak słusznie zauważył Varga ,,tylko geniusz może wmówić milionom, że jest geniuszem, choć tak naprawdę jest tylko grafomanem”. Brawo Varga! Ktoś wreszcie napisał, że król jest nagi.

31 maj 2011

Świat i ludzie...

fot. Renata Plaga

W filmie ,,Don Juan DeMarco”, Jeremego Levena, Jonhy Deep zadaje 4 pytania o podstawowe wartości: 1. Co jest święte? 2. Z czego stworzona jest dusza? 3. Po co warto żyć? 4. Za co warto umrzeć? Odpowiedź na każe z nich jest ta sama: miłość. A dlaczego... bo inspirowani miłością tworzymy rzeczy piękne. Bez niej wewnętrznie umieramy. Szukamy substytutów tu i tam. Camus nazwał rzecz po imieniu ,,Świat bez miłości jest martwym światem". A świat bez ludzi...
Co to byłby za świat? Szczęście lepiej mieć z kim dzielić. Smutek w sumie też.

Jeden samotny redaktor poczytnego magazynu o winie, wylewał znamienite roczniki do zlewu. Nie miał ich z kim wypić. Byle j akie wino pite z byle kim, to porażka. Ale to doskonałe, wymaga naprawdej dobrej oprawy. Rzeczy powstałe z pasji, lepiej dzielić z pasją. Jak widać, to nie takie proste.
Osobiście, wolę upajać się ciszą, niż podniecać facebookową popierdółką. Są momenty, do przeżywania w samotności. Wybrane świadomie, są potrzebne dla równowagi. Ale żeby tak w ogóle bez ludzi, tych kochanych i bliskich. Brr.
Dobre towarzystwo inspiruje, wzbogaca, pozytywnie nakręca.
Od złego należy bezwzględnie stronić, bo zabija za życia, nawet w czasach small talku. A po co żyć w ,,martwym świecie".

26 maj 2011

Matka Polka

fot. Renata Plaga

Miałam przyjemność być jurorką konkursu literackiego z okazji Dnia Matki. To zadanie szlachetne, ale i trudne. Wybierać prace ludzi i oceniać. Jaką miarą zmierzyć wagę emocji i uczuć zawartych w tekstach. To kawałki ludzkich historii i wzruszeń. Nieważne jak bardzo lub nie, literacko dojrzałych. W końcu poezja zaczyna się w sercu niezależnie od formy, w jakiej jest wyrażona. Konkurs pokazał, że ludzie potrafią szczerze dzielić się emocjami. Miło mnie to zaskoczyło. Niestety, nadesłane teksty utwierdzały wizerunek ,,matki polki", tej umęczonej ciężarem życia codziennego, ,,poświęcającej się dla rodziny'', ,,walczącej wojowniczki o przyszłość dzieci". Niewiele z lekkością, wyrażało miłość, czy wdzięczność za dar życia. A to dar bezcenny, dostajemy, go niejako od naszych matek. Za to właściwie możemy być wdzięczni do końca życia. A wszytko inne to ,,deser”. Czasem smaczny, czasem nie. Bo relacje z matkami są rożne. Mogą bardzo w życiu wzmacniać, ale nie zawsze.

Z jakiegoś powodu lubimy dawać uwagę na to, co trudne i bolesne. Z drugiej strony współczesne media epatują formatem newsa. Dzieję się źle, więc ,,coś" się dzieje. To bardzo zubaża człowieka. Tępi jego wrażliwość, odbiera zdolność cieszenia się życiem i dostrzegania piękna.

28 kwi 2011

Na zawsze czy na teraz

fot. Tomek Sikora

Forever or for now... Wyobraźmy sobie, że nie ma ma przyszlości. Wszystko jest ,,na teraz".
Nie ma gwarancji, że cokolwiek zaczęte w danym momencie kontynuowane będzie.
Niewygodnie... nic nie jest pewne. Trzeba być czujnym. Wciąż wybierać, szukać, świadomie rezygnować. Masakra!
Ale taka właśnie jest wolność. A właściwie to niewygodne jej brzemię. Ciągła niepewność i odpowiedzialność. I nieskończona wielość opcji wyboru. Niektórzy nie lubią wolności za to. Uciekają w rutynę. Ta pozwala cokolwiek przewidzieć. Inni lubią mieć życie pod kontrolą. Choć życie pokazuje im, że nie wszytko w życiu da się kontrolować.
I całe szczęście, bo co by to było za życie. Dbamy o to, co możemy stracić, co jest limitowane, niedostępne. Ta zasada rządzi w relacjach. Kiedy wiem że spędzę z kimś całe życie, czy będę dbać o jakość tej relacji. Dopieszczać każdy jej moment. Celebrować z pełnymi ustami. A może obciążenie jakiejkolwiek sytuacji, że jest dana na zawsze zabija ją na wejściu.
Tak wiele par po pięciu latach małżeństwa lub narzeczeństwa nie ma o czym rozmawiać, bo może założyli że ,,to już na zawsze”...
Pewne jest to, że nic nie jest pewne. I lepiej uznać ten fakt. Szukając iluzji pewności można się pogubić.

11 kwi 2011

Sztuka czy biznes

fot. Tomek Sikora

Sztuką jest, robić dobry biznes! A dobra sztuka sprzedaje się sama? Nie zawsze, masowe gusta nazbyt wyrafinowane nie są. A i z elitarnymi różnie bywa. Warto czasami wejść do galerii na trzeźwo. Wernisażowe wino zaburza nieco percepcję. Z rodzimym biznesem jest różnie. Lata koninktury wykreowały trochę szybkich fortun. Uczciwie lub nie, nikt w latach 90-tych, o to nie pytał. Dziś, co innego, modny jest CSR (Corporate Social Responsibility). Warszawska Giełda ma już nawet swój Respect Index. A polscy biznesmeni kochają sztukę... kolekcjonują lampy, fotele, samochody, kuchenne gadżety. Inwestują we wnętrza na dwa sposoby: ,,a la Ritz” lub ,,a la modern”. W wersji uproszczonej AlmiDecor albo BoConcept. Jest jeszcze osobna kategoria biało-skarpetkowych mokasynowców czyli szeregi dystrybutorów prasy i hurtowników wszelakich. Zostawiam ich dla pisemek typu ,,Życie na gorąco” lub ,,Chwila dla Ciebie”
Zupełnie na poważnie szanuję ludzi, którzy potrafią zarobić duże pieniądze w sposób etyczny i w zgodzie ze sobą. Podziwiam gdy z ogromną determinacją dochodzą do celu, stawiając wszystko na jedną kartę. W biznesie i sztuce aby osiągnąć sukces potrzebne są 4 filary: talent, pracowitość, pokora i szczęście.

5 kwi 2011

Gdzieś

fot. Renata Plaga

Gdzieś tam, a może tutaj... Sofia C. tak lubi swoje filmy zawiesza ,,między”. ,,Somewhere” jej najnowszy film też jest gdzieś..., choć pozornie. Córka Coppoli nie jest znikąd. Co więcej o niczym nie mówi. Córka wielkiego reżysera Hollywood ma u stóp, rozrywki, używki i cały ten blichtr. Może wszystko! Zazdroszczą jej, jednocześnie wątpiąc, że coś potrafi.
,,Somewhere” to trochę ,,opowieść o sobie samym". Wyalienowana córka, zajętych sobą i wielkim światem rodziców. Obraz tego świata: konsumpcja seksu, alkohol 24, prochy i nic. Jest i inteligentny komentarz na temat szklanego ekranu: zanim cokolwiek powiesz publika i tak zaklaszcze. Jak się zająkniesz, jesteś na kacu, z pomocą wskoczą półnagie lale i uratują show.
Sofii Coppoli zazdrości się urodzenia, pieniędzy, nieograniczonych możliwości. Osobiście ,,zazdroszczę" jej subtelności z jako mówi o pustce, iluzji luksusu i o sobie samej. A przecież mogła skończyć jak wiele dzieci Hollywood: na pokazie mody lub w klinice odwykowej. Brawo Sofia!

28 mar 2011

Fajans

fot. Renata Plaga

W poważnych instytucjach pracują poważni pracownicy. Poważnie wykonują swoje funkcje. Poważnie siedzą, poważnie wstają, poważnie piją herbatę. Z poważną miną słuchają klientów, petentów i samych siebie. Na poważnie sprzedają, to co sprzedać się da. Akcje, obligacje, kredyty, nawet te cudze, o których z góry wiadomo, że nigdy nie będą spłacone. Poważne produkty wymagają poważnych opakowań. Poważne szklane okienko i uniformik. Poważny reklamowy plakacik, uloteczka i spocik tv. Osobiście bardzo ,,wierzę" poważnym instytucjom. Kiedy coś obiecują... w reklamie zwłaszcza. Lubię bardzo dostawać od nich poważne oferty telefoniczne: ,,Wyjątkowa lokata na 3.5 % tylko teraz!", ... . Biorę! na poważnie..., zrezygnuję z tej na 5,8%, którą mam od lat w tym samym poważnym oddziale. Debile, czy tak leniwi, że nie sprawdzają co komu proponują?

Fajans zawsze musi być dobrze opakowany. Bo co by było gdyby nie był...
Klienci Lehman Brothers, AIG, i stu amerykańskich banków bankrutów nie mieli by tak poważnych min... , a Goldman Sachs nie musiałby, tak poważnie ,,przepraszać za kryzys".

20 mar 2011

Cudów nie ma, ale jest Allen

fot. Renata Plaga

Czego może być brak na wyspie wiecznej szczęśliwości... KINA!!!. Jak żyć bez filmów Woodiego Allena. Nijak, bez sensu i w ogóle po co. Jego najnowszy film, nie porwał krytyków, ale co z tego. Ich zdaniem ,,brakuje mu plastyki, absurdu i humoru". W dodatku ,,jest dekadencki i strasznie logiczny". Chyba sam Autor tej logicznej konsekwencji nie lubi. Cały urok, kiedy jej za dużo w życiu nie ma. Tytuł najnowszego filmu: ,,Poznasz przystojnego bruneta” – brzmi jak przepowiednia taniej wróżki. Bo nią jest, wróżka nie tania, ale dobrze przepowiada. Wiele się przy tym nie wysila. ,,Jasno-widzi” oczywiste potrzeby i nieuchronne konsekwencje poczynań swoich klientów. Ci nie wiedzieć czemu, widzieć po prostu ich nie chcą. Wolą trzymać się bardziej iluzji, niż faktów. Sympatyczna wróżka jednocześnie psychoanalitykiem i doradcą rozwoju duchowego. To teraz modny pakiet dwa w jednym? Może, skoro ta ostatnia fabuła Allena taka życiowa. Bohater z nudów porzuca żonę. Z nadzieją na fajerwerki żeni się pospiesznie z tanią kurwą. Rozczarowuje się szybko. Wiagra non stop nie działa. A rozmowa z okazałą tips lady klei się tylko w sklepie z futrami. Facet dostaję co chciał, nawet syna. Zostaje ,,ojcem" za sprawą wspólnego trenera fitness. W końcu załamany chce wrócić do żony. Ta w odmętach spirytualnych i alkoholowych zdążyła już spotkać tego wymarzonego ,,bruneta”. No nie jest to do końca ten ,,brunet”, bo ani przystojny, ani nawet brunet, ale przynajmniej poczciwina. W sumie nawiedzona żona wychodzi najlepiej z tej całej rozkładanki. Była porzucona, jest szczęśliwie zakochana i to w nowym mężu. Ten nudny, w opinii krytyków film miał jeszcze kilka równie logicznych wątków, ale może już innym razem...

13 mar 2011

Back to black

fot. Baskaran Venkataraman

Powroty do rzeczywistości bywają trudne. Wokół smętnie, przeciętnie. Opera mydlana, polityczna, ten sam sort. Aktorzy inni, dialogi te same. A gdzieś... jest pięknie i namiętnie. Słońce świeci, ludzie mniej poważni. Tęsknie! I nie dlatego, że ,,tam" nie ma presji zarabiania pieniędzy i obowiązku bywania w urzędach. Moje Indie są brudne, absurdalne chwilami, wyczerpujące zawsze. Nikomu ich nie polecam. Zwłaszcza Goa! Nic tam się nie robi. Żyje bez planu i celu, od kawki do trawki, raz zasypia po wschodzie, raz po zachodzie słońca. Nuda!
Amatorzy surfingu, koki, wolności, transu, seksu i rockandrolla... artyści wszelkiej maści i dorobieni konsultanci, producenci muzyczni, filmowi. Wszyscy oni kochają... ten stan... ,,Goa – state of mind”. Z nudów wydają książki i płyty, grają w szachy, fotografują i medytują.
Goa jest tak tak bezsensownie przyjemne i tanie. Nawet pięciogwiazdkowe hotele. Na szczęście okupują je emeryci – ci formalni i mentalni.
Od pięciu lat z wzajemnością kocham Goa, tam chce się żyć, a tu... nie wiem. Wracam do ,,cywilizowanego świata”... u Platona nie ma powrotu do jaskini...

11 sty 2011

Fajerwerki

fot. Maciej Wierzba

Przełom roku przełomowy był. Ktoś bliski odszedł na zawsze, ktoś jeszcze bliższy złamał się w pół, dosłownie, nie w przenośni. Siedem starych dobrych małżeństw rozchodzi się na dobre. A jedno separuje. Tempo zawrotne jak na dwa tygodnie. Okazuje się, że ZUS to mus. Trzeba płacić nawet to co zapłacone lata temu, bo nie ma kwitka w szufladzie. Szufladkowanie nie jest moją mocną stroną. W 66 miliardach, które budżet Państwa dołoży do ZUS-u zginie i to. Żyjemy w dziwnym kraju, na edukację wydajemy 17 miliardów, a na ZUS 66. Może zamiast mądrym, lepiej być o-ZUS-owanym. Na pewno szef kolejnej spółki informatyzującej ZUS ucieszy się. Bezwład i przekręt idą w parze, ale... póki co lecę do Indii. To już moja czwarta podróż po Indiach. Dlaczego tam? Bo lubię. Ostatnio z Indii przywiozłam ,,Usłyszane w ciszy” i www.corporate-wellness.pl . Poezja i biznes rodziły się razem, daleko w Azji. To nie paradoks to życie.
Cała sztuka by patrzeć w niebo, twardo stojąc na Ziemi. Życzę tego wszystkim.
Z głową w chmurach trudno żyć. A pod nogami za wiele nie ma, płaska rzeczywistość.
Obiecałam kiedyś tekst o podróżach... chyba nie dotrzymałam tej obietnicy, a może jednak. BLOGOSTAN jest jak podróż. Gdzie byłam pisząc pierwszy wpis, a gdzie jestem teraz. Gdzie będę pisząc kolejny... po 3 marca 2011.

25 gru 2010

Święta rodzina

fot. Renata Plaga

Święta kojarzą się z rodziną. I Tą Świętą betlejemską i tą mniej Świętą czyli naszą. Rodzinne historie są różne. Jedną miarą się tego zmierzy i nie zważy. Jedni kochają swoje rodziny, są z nich dumni, inni trzymają się od rodzin z daleka, kierowani samozachowawczym instynktem. Rodziny wspierają w drodze przez życie, albo niczym kula u nogi trzymają blisko dna. ,,Z rodziną najlepiej na zdjęciu”, w dobie cyfrowej fotografii klisza nie pęknie. Może być problem, jeśli poddamy zdjęcia analitycznej obróbce psychologa. Tam zaczynają się schody, prowadzące w ciemną dziurę. Rodzinę tworzymy sami, wybieramy partnerów, uczymy życia dzieci. Tu można dużo jeśli ma się odwagę mówić własnym głosem i siłę by zadbać o jego słyszalność. Prawdziwi przyjaciele, to też rodzina, gdy dzielą z nami spektakularne sukcesy i sromotne klęski. Rodzina to bliskość. To ciepło, szacunek, wzajemne uznanie. Rodzina to prawda, zaufanie... i miłość po prostu. Nie ważne z jakiej rodziny się wychodzi, ale jaką zbuduje, albo co zamiast.
Jednak, Święta to święto rodziny... fajnie jak jest, naprawdę co świętować i starczy na to czasu po wytoczeniu się z ze sklepów.

17 gru 2010

Róg obfitości

Sypnęło śniegiem, i o dziwo, tym razem nawet drogowcy nie byli zaskoczeni. Aura za oknem świętom sprzyja, rozweselają migotki na ulicach. Zadłużamy się na potęgę, chociaż niech na ulicy świeci. Nowy Świat to nie Nowy York, ale swoje uroki ma.
W grudniu wszystko przyspiesza, pokończyć stare, zaplanować nowe. Trzeba się ciągle z kimś spotykać, służbowo, prywatnie i tak w kółko. Świąteczny small talk się nie zamyka.
Na mróz nie jestem odporna i ciągle muszę się czymś rozgrzewać. Marzy mi się na ulicy ciepły gar z zupą, najlepiej harirą, gorąca czekolada z cynamonem na każdym rogu, obok wino grzane pachnące goździkami...
Wiedeń ma swój grog, u nas w kawiarniach zimowe smaki kawy i ... ale jakoś ostatnio niewiele uśmiechu. Może Mikołaj coś zmieni...

Angel or dust

,,W moim początku jest mój kres”, pisał T.S. Eliot. Mocne, ale nieuchronne. Żyjesz i nagle już nie. Śmierć bardziej dotyka, tych co zostają. Gdy odchodzą piękne dusze, czegoś brak. Każdy może żyć pięknie, z pasją, autentycznie, na maxa. Nie każdy z chce. Kiedy odchodzi gnuśny i podły, ziemia lekką mu jest. W następnym wcieleniu coś nadrobi... a może nie. Koncepcja reinkarnacji, to kwestia wiary. Piekło i niebo też są względne, szczególnie na ziemi.
Zaskoczyła mnie śmierć Mirka Olszówki. Był chory, ale śmierć? Była czymś tak od niego odległym. Wciąż kreował, tak prawdziwie... Stawał na głowie by zrobić Festiwal,,Inne brzmienia” i... brzmiało. Pokazywaliśmy tam z Tomkiem Sikorą tam,,Kobietę” i ,,Uszłyszane w ciszy”. Festiwalowy klimat był wart więcej niż wygrana w Totka. Wciąż jeszcze nie wszystko da się kupić, w świecie gdzie na sprzedaż jest już prawie wszystko. Może właśnie to ,,prawie” jest najcenniejsze. Olszówki już nie ma, dawał z siebie, chyba czasem więcej niż mógł. Emanował taką energią, że wszystko wokół stwało się możliwe! Jak w piosence Voo Voo...
Dlaczego tak piękni ludzie odchodzą tak nagle, tak młodo...

3 gru 2010

No limits!

fot. Krzysztof Miller

Świat bez barier, nawet językowych. To nie idea... to facebook. Możesz ,,poznać” każdego, obojętnie gdzie i jak urodzony. Społeczny egalitaryzm w wirtualu. Dla niektórych facebook, jest bardziej realny niż real. Tysiące ,,znajomych”, których on face nie poznali. Czy w ogóle istnieją. Facebook rządzi, nawet rządzącymi, skoro już Elżbieta jest sfacebookowana. I co dalej, no właśnie. Badacze nie nadążają z badaniem fenomenu facebooka. Teoretycy fabrykują teorie o fenomenie facebooka. A ten wciąż pączkuję. Nie musi czekać sto lat by wpisać się w historię ludzkości... Może nawet otworzył jej nowy rozdział. Ten kolejny, albo i ostatni.
Zarabiają na nim, zrywają w nim związki, ogłaszają zaręczyny, nie robią nic. Co jeszcze wymyśli Zuckerberg. Może stworzy antyfacebook, albo nic. Na szczęście facebook nie jest korporacyjnym wytworem. Zrodził się z prostej potrzeby... ludzie chcieli być są sobą w relacji i są tylko, że wciąż wirtualnie.


21 lis 2010

Być jak Banksy!

fot. Tomek Sikora

Przewrotnie czasami buntownicy stają się milionerami. I osobiście cieszy mnie to!!!!!!!! Jeden dorabia się całe życie i spokojnie umiera, drugi z hukiem. Nie wiem gdzie w tym porządku klasyfikują się: nasza, uwłaszczona nomenklatura, oligarchowie z za wschodniej ściany i kanciarze z Wall street. Pewnie nikt nie chce wiedzieć, przynajmniej nie organy ścigania, ani politycy. Temat śliski, rock 'n' roll bliższy i bezpieczniejszy.
Obejrzałam ,,Wyjście przez sklep z pamiątkami” – paradokument w reżyserii Banksy'ego. ,,Mazanie po murach” okazuje się być w cenie. Prace najlepszych street artowców sprzedają się powyżej paczki w renomowanych domach aukcyjnych. Outsiderzy balansujący na granicy prawa. Nie lubi ich władza, bo prowokują do myślenia. Ich prace w przestrzeni miejskiej są spektakularne i nie banalne. Banksy nie szuka rozgłosu, nie publikuje nigdzie swoich zdjęć. Jest nieuchwytny dla fotoreporterów. W przeciwieństwie do ,,gwiazdek”. Te zanim puszczą bąka, już dbają o to, by świat upajał się jego zapachem. No cóż każdy buduje swój image tak jak chce, albo jak nie chce... Genialny graficiarz staje się multimilionerem i mega gwiazdą... a on sobie tylko odregowywał absurd na murach.

13 lis 2010

Siła wyższa

fot. Renata Plaga

Ubezpieczenie jest w cenie. Podróżujesz to płać. Albo ryzykuj... . Na pewne ryzyko osobiste mnie stać, na nie pewne nie. I co na to ubezpieczyciele? Zawsze mają gotowe NW w promocji. Jak szlak człowieka trafi, to ktoś się pocieszy okrągłą sumką. Jak nie masz ani żony, ani męża, ani nawet psa... to masz problem.
Z przyziemnych paradoksów, jak ląd się zatrzęsie i stracisz bagaż w szczelinie, to sorry... ,,siła wyższa”. Ubezpieczenie nie zapłaci ani grosza. Podobne wykluczenia dotyczą pyłu wulkanicznego, wojen, powodzi i... pewnie jeszcze czegoś, co pod paragraf ,,siły wyższej” da się podciągnąć.
Paradoksalnie, siła wyższa zaskakuje. I nie na potrzeby cwaniakujących korporacji ubezpieczeniowych.
Czasami wycina z nóg badanie kontrolne. Przypominał mi się tekst z ,,33 sceny z życia”: ,,A ja głupia myślałam, że jak będę jeść brokuły, to nie będę mieć raka.” Życie zaskakuje i nie tylko na ekranie. Co dalej..., zacytuje bohatera Szumowskiej: ,,Nie wiem”.

31 paź 2010

Polepszacze

fot. Renata Plaga

Polepszacze są wszędzie: w chlebie, w powietrzu, w nas. Żona znajomego partnera z firmy consultingowej, tak polepszyła usta, że już się nie odzywa. No cóż, botoks czyni cuda, ma usta ,,większe” od głowy. Kobiety polepszają włosy namiętnie, szlifują długość i kolory. ,,Kreatorzy fryzur” (fryzjerzy) mogą o byt się nie martwić dopóki ich klientki nie wyłysieją. Potem zarobią kreatorzy peruk. W reklamie ,,nowością” są nowe ulepszone modele. Politycy polepszają nam życie: to codzienne i to przyszłe. Szkoda tylko, że za nasze (podatników) pieniądze. Poseł Palikot, co prawda, bawi się za swoje.., ale ,,jedna jaskółka wiosny nie czyni”.

Co było bez polepszaczy. Chleb nie byłby taki puszysty, ale za to nie powodowałby wzdęcia, choroby wieńcowej, później dopadałaby skleroza. Trudno zaakceptować małe usta, w Pameli Anderson, czy Angeliny Joli. Ale zostaje jeszcze piękny uśmiech. Polecz zęby i czaruj, kobieto. Obstrzykiwanie się jadem kiełbasianym, na zdrowie nie wyjdzie.
Co decyduje, że życie jest polepszone, a nie popiepszone. Stan, konta, 2, 3 auto, liczba kochanków, dzieci, domów, przebytych kilometrów. Więcej przyjaciół na facebooku. W NYC, nie można być ,,za chudym i za bogatym”. A co post PRL-u?

26 wrz 2010

Kto tym kółkiem kręci?

fot. Renata Plaga

Były wakacje. W wakacje można dojść do różnych wniosków: co ja robię z tym człowiekiem, jak dobrze że nie muszę nic, albo o Boże!!! nie umiem robić nic... . Po wakacjach jest inaczej. Wrześniowy amok i rozpasane oczekiwania systemu edukacji stawiają do pionu. No cóż, ,,bo kreskówki się same nie obejrzą, do roboty“. Czasami jej jest duuuuuuuuuuuuuużo. Są terminy, zobowiązania, a ludzie zaufali. Presja jest to ogromna, własny biznes jest bardzo wymagający.
Jak żyć w amoku, kiedy w głowie pulsuje myśl za myślą i nie można przestać...

Na dole w domu mam sklep zoologiczny, podglądam czasem chomiki biegające w metalowym kółku. Po co tam wchodzą i po co tak biegają w miejscu? Może z powodu nadwagi, ludzie też biegają w miejscu na fitnesowej bieżni i jeszcze wiadomości przy tym oglądają.
Promuję ,,work life balance”, czasami jest work, czasami life, czasami balance.
Te chomiki mają beznadziejne: siedzą w szklanym boxie i biegają w miejscu, nawet nie w kółko.

19 wrz 2010

Te z miasta

Marzy mi się dom w zacisznym zakątku, najlepiej ze starodrzewem wokół... rodzinna sielanka w Kotem w tle. Pragnienia jak każde inne... mogą się ziścić.
Ale jak to!!!, przestanę celebrować kawki, lunche, winne degustacje. Pisać po nocach, wymyślać kolejne rzeczy... do roboty. Moja Przyjaciółka, miejska kobieta sukcesu, ma w perspektywie emigrację. Nie gdzieś do Bangladeszu, do innej zachodniej stolicy kultury i blichtru. I co... i nic: jak zostawić to co się kocha, pracę, przyjaciół, w imię realizacji ,,wyższych”, społeczno-uczuciowych pragnień. Buty piękne kupi się wszędzie, nawet ulubioną kawę, ale czas prawdziwie dzielony z drugim człowiekiem ma wielką wartość... ,,niezastępowalną”, jak zauważył Tom Ford (ten od okularów i garniturów) w poetycko pięknym i cholernie życiowym filmie ,,Samotny mężczyzna” (to jego debiut reżyserski).
Każdy ma w życiu wyzwania na swoją miarę, jeden nie ma gdzie mieszkać, a drugi nie wie gdzie. Przejechałam niespodziewanie Europę, od Północnego Morza do Alp. Pięknie jest, gdziekolwiek się jest. Stary ląd, oglądać warto, jak turysta Europejczyk, niekoniecznie zza szyby klimatyzowanego hotelu, czy służbowej taksówki.
Dziwnie jest tylko po powrocie do Warszawy... krótkie metro, kierowcy samochodów nawet bez katalizatorów rządzą na ulicach... Ale tutaj są ,,Te", co flaszkę wina nie dopitą w restauracji, wynoszą w torebce LV. ,,Te" z którymi mogę nagadać się jak przekupa... .